Gosia kissing a pit bull

O mnie

Psy zawsze były dla mnie oczywistym elementem rodziny.

Mama, Tata, Brat, Pies. Babcia, Dziadek, Psy. Mąż, Żona, Pies. Był taki okres w moim życiu kiedy dużo podróżowaliśmy z rodziną i psy były tylko u dziadków, my natomiast nie mieliśmy swojego psiaka. W tym czasie nasza psia sąsiadka przychodziła codziennie do naszego ogródka żeby pobawić się ze mną i powylegiwać na słońcu. Zawsze bezbłędnie wiedziała, którego dnia ląduje nasz samolot i czekała już żeby nas powitać. Pózniej nastał już nasz rodzinny, wybrany pies. Był to czarny labrador – Smyk, o niezwykłym charakterze i cudownym temperamencie.

W całym moim życiu psy po prostu zawsze były i nie znałam świata bez nich. Miałam okazję opiekować się końmi, kotami, szczurem, szynszylą ale to psy były na pierwszym miejscu. Chociaż nie wyobrażałam sobie życia bez nich to jednak nigdy nie myślałam, że mogłabym psy połączyć z pracą. Nadeszły studia, przeprowadzka na swoje i oczywiście własny pies – York o imieniu Zara.

Życie toczyło się dalej: przeprowadzki, przy okazji pojawiły się w domu koty, wyprowadzanie psów w schronisku i pojawił się kolejny pies-staruszek Tatko. Dalej praca, pojawił się kolejny kot, odszedł psi staruszek i pojawił się następny pies- mieszaniec amstaffa Lemmy…i tu zaczęła się przygoda, bo nie był to zwykły pies, tylko wulkan energii z wachlarzem zachowań do przepracowania oraz warunkiem uczęszczania na kurs posłuszeństwa postawionym przez fundację AST, z której do nas przybył.

Tutaj zaczyna się historia, która doprowadziła mnie do założenia własnej szkoły. Minął czas, nabrałam więcej wiedzy dzięki kursom i seminariom i doświadczenia dzięki pracy trenera w szkole Superrdog. Nastał moment kiedy odważyłam się zrobić krok w stronę samodzielności i oto przedstawiam Państwu moją własną szkołę DOGether! 

Dziękuję wszystkim psom w moim życiu, szczególnie tym pierwszym: Bace (suni mojego Taty, o której słyszałam opowieści), Daszeńce (o której czytała mi mama), Puszce (która pozwoliła mi wziąć na ręce swojego nowonarodzonego szczeniaka), Kuflowi (to właśnie ten szczeniak), Mice (która pojawiła się u nas zabrana przez dziadka z laboratorium Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego), Fredzi (która pokazała mi jak wygląda psia lojalność), Kubusiowi(który pokazał jak może zmienić się przestraszony psiak przy odrobinie miłości), Emirowi (ojcu naszego Smyka, który pokazał mi jako pierwszy jak mądrze psy potrafią dostosować się do świata ludzi), Smykowi (który pokazał mi jak stabilny i współpracujący potrafi być pies), Zarze (która pokazała mi jak wielki charakter drzemie w małym psie), Tatkowi (który nauczył mnie jak cudownie pokojowe nastawienie mogą mieć psy po przejściach) oraz Lemmiemu (który uczy mnie cierpliwości, konsekwencji i wytrwałości). Dziękuję też wszystkim psom, które poznałam podczas pracy trenera! Każdy z nich nauczył mnie czegoś nowego. 

Przewiń do góry